Kiedy wiesz, że zostało Ci trzy miesiące życia. Co zrobisz?

*

Kiedy ona się o tym dowiedziała była zwyczajna. Pracowała, snuła plany zamążpójścia w kolejnym roku. Miała jakieś swoje hobby. Lubiła jeździć konno. O tak bez specjalnych wyczynów, właściwie to chyba jeździła jak była mała. Jej życie nie przypominało tego szalonego z serialu. Denerwowała się na rząd, mówiła, że uczy się niemieckiego i wyjedzie. Żyła chyba przeciętnie, bez szaleństw. Kiedy kończyła prace w domu czekał na nią komputer, facebook, rower, książka, narzeczony. Przeciętność. Jeden wyjazd na wakacje za granice w przeciągu roku, czasami obiad w restauracji.

Kiedyś przyszła do mnie. Znajoma to za dużo powiedziane, klienta, która czasem lubiła ze mną rozmawiać o tak w przelocie, bo trochę czasu ma do pracy.

Co byś zrobiła, gdybyś za trzy miesiące miała zniknąć?

Głupie pytanie zadajesz, no ale ok. Kiedyś, kiedy byłam sama, rzuciłabym wszystko i szalała. Teraz wydaje mi się to głupie. Uporządkowałabym swoje sprawy, zrobiła w końcu upoważnienie do rachunku oszczędnościowego dla męża. Skasowałabym swoje konta w internecie, bo nie chciałabym, żeby ludzie stawiali mi świeczki jakieś z nawiasów. Nie poszłabym do pracy -zażartowałam głupio- do końca życia. Jedyne czego bym chciała to spędzić ostatnie chwile z moim mężem. Powiedziałam, że to jest gdybanie, że łatwo mi mówić, bo jest to czysto hipotetyczna sytuacja i nie wiem co bym zrobiła, bo może okazałoby się, że płakałabym nie wychodząc z domu zawinięta w kocyk.

Ona kontynuowała te dziwne pytania. A uważasz, że wykorzystałaś to życie jak tylko mogłaś? Okeeej. W tym momencie coś mi kazało włączyć myślenie, czy aby na pewno są to  hipotetyczne pytania. Ale o nic nie pytałam, pewnie jak to często bywa, jest jakieś podejrzenie, które jak w wielu przypadkach skończy się na podejrzeniu i nic z niego nie wyjdzie. Nawet się o nic nie pytałam, bo byłam święcie przekonana, że to o to chodzi i nie chciałam ingerować w prywatność obcej mi osoby.

A przecież śmierć nas nie dotyczy, jesteśmy młodzi, nic nam nie dolega. Młodzi ludzie, których znamy nie umierają, umierają znajomi innych których nie znamy.

Żyć jak przeciętny Kowalski

Wiesz, bo ja mam wrażenie, że zmarnowałam, że żyłam zwyczajnie, wszystkiego się bałam, bałam się ryzyka, bałam się tego co pomyślą o mnie inni. I wiesz żałuje, że żyłam nijak, nijak, dosłownie nijak. Ej. Co ty gadasz kobieto- odpowiedziałam. Ale sama nie wiedziałam co odpowiedzieć, bo skoro ona tak czuła to w jej mniemaniu może faktycznie tak było. Skończyłam studia, poszłam do pracy, nie ryzykowałam niczym, nie dotknęłam tego życia, nie poczułam jego smaku. Kiedyś lubiłam biegać i nawet nie chciało mi się czegoś z tym robić. To tylko bieganie, ale mogłam brać udział w maratonach. Lubiłam robić zdjęcia i co?! I na lubieniu się skończyło.  Ale dobra, tak mnie na przemyślenia wzięło -uśmiech od ucha do ucha- Ja już lecę do pracy, przyjdę w następnym tygodniu.

Minął tydzień, a ja nawet nie pamiętałam o tej rozmowie, bo nie miała ona tak melancholijnego wydźwięku jak zapewne wyobrażacie sobie ją czytając powyższy dialog. „Znajoma” nie przyszła po tygodniu tak jak obiecała. Dało mi to trochę do myślenia, czy może coś jednak było na rzeczy, że ni z gruchy ni z pietruchy poruszyła ten temat. Minęły dwa tygodnie i znowu ją ujrzałam, była dziwnie opalona jak na zimę. Opalenizna przykuła uwagę. No dobra- solar i te sprawy- co mi do tego. Proszę wybaczyć ale nie mogłam odebrać towaru, bo wyjechałam i tu padła dziwna nazwa czegoś w Ameryce. Zabrała co miała zabrać i trzasnęła drzwiami mówiąc, że się śpieszy, bo o ostatni dzwonek- dziwna dziewczyna pomyślałam.

Wiedziałam o niej  jakieś skrawki informacji, imię, wiek mniej więcej. To była prosta relacja z klientem. Od tamtej pory nie widziałam jej ale po kilku miesiącach usłyszałam, jak koleżanka opowiada o siostrze koleżanki (miasto 60 tys jest bardzo małe), która dowiedziała się, że jest już za późno, diagnoza jest jednoznaczna i wyniszczająca. Po kilku miesiącach nie walki, egzystencji, zmarła. Nie trudno było zebrać fakty do kupy. Zamurowało.

W banale ciesz się życiem coś jednak jest

Było to dwa lata temu. Człowiek zapomina o takich rzeczach. Nie myśli w natłoku swoich spraw. Za to się kłóci i złości o zbitą szklankę, oto, że ktoś wlezie Ci w kolejkę, że mąż zapomina o Twoich urodzinach. I tak, to konkluzja i jedna w tych gadek jak bardzo trzeba kochać życie. Ale jest ono jedno i w każdym momencie może się skończyć, a ty nawet nie będziesz miała być z czego dumna.

Baw się, próbuj, ryzykuj, żeby nie żałować. Celebruj najważniejsze chwile z rodziną- jeżeli są dla Ciebie ważne. Oddaj się pasji. Jak jest Ci źle -zmieniaj. Poznawaj. Nie bój nowych wyzwań. Nikt za ciebie niczego nie przeżyje. Odgrzebuj marzenia. Złość się mniej o te głupie zbite szklanki.

A kiedy dorwie Cię niechęć do życia, przeczytaj ten tekst jeszcze raz.


 Dziękuje, że wpadłaś z wizytą. Jeżeli chcesz być na bieżąco zapraszam tutaj Facebook i tutaj Instagram. Do miłego!